Jak ewoluowało introligatorstwo? Od opraw książek do kart menu [rozmowa]

Introligatorstwo kojarzy się dziś głównie z naprawą starych książek, tymczasem to rzemiosło przeszło ogromną transformację. Od klasztornych warsztatów i bibliotek uniwersyteckich, przez drukarnie, aż po współczesną gastronomię i branżę HoReCa – sztuka oprawy zyskała nowe zastosowania. Jak wygląda ta ewolucja z perspektywy praktyka?
Rozmawiamy z Mateuszem Lewandowskim, mistrzem introligatorskim, wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Introligatorów Polskich,, który łączy tradycyjne techniki z nowoczesnymi potrzebami restauracji. Chcesz wiedzieć, jak oprawa książek doprowadziła do powstania eleganckich kart menu? Przekonaj się!

Introligatorstwo dawniej – rzemiosło zarezerwowane dla ksiąg

Redakcja: Zacznijmy od podstaw. Jak wyglądało introligatorstwo, gdy dopiero się kształtowało?

Mateusz Lewandowski: Introligatorstwo przez wieki było ściśle związane z książką – przede wszystkim z jej ochroną. W średniowieczu oprawiano rękopisy, później druki, dbając o ich trwałość i funkcjonalność. Skóry, pergamin, płótno introligatorskie – wszystko miało swoje konkretne zastosowanie. Estetyka była ważna, ale zawsze podporządkowana trwałości.

Z perspektywy historycznej introligator był rzemieślnikiem pracującym „w tle”, jego praca miała służyć treści. Dopiero z czasem, zwłaszcza w XIX wieku, oprawa zaczęła pełnić również funkcję reprezentacyjną.

Kiedy nastąpił moment przełomowy?

Przełomem była industrializacja i rozwój druku. Książki stały się powszechne, a introligatorstwo musiało odnaleźć nowe miejsce. Zaczęto zwracać większą uwagę na design, personalizację i detale. Oprawa przestała być tylko „okładką”- stała się komunikatem wizualnym.

To bardzo podobny proces do tego, co dziś obserwujemy w gastronomii. Restauracja nie sprzedaje już wyłącznie jedzenia, ale doświadczenie. I dokładnie taką rolę zaczęły pełnić karty menu.

Karty menu jako współczesna forma oprawy

Dla wielu osób to zaskakujące – jak introligatorstwo trafiło do restauracji?

Naturalnie. Karta menu to w gruncie rzeczy książka – tylko o innym przeznaczeniu. Ma swoją konstrukcję, oprawę, papier i sposób użytkowania. Restauratorzy coraz częściej zdają sobie sprawę, że karty menu są pierwszym fizycznym kontaktem gościa z marką.

CZYTAJ  O czym trzeba pamiętać przed wejściem na Giewont?

Właśnie dlatego tak duży nacisk kładziemy dziś na materiały odporne na użytkowanie, wilgoć i częste czyszczenie, a jednocześnie estetyczne i spójne z identyfikacją lokalu. Restauratorzy, którzy traktują karty menu jako element budowania doświadczenia gościa, coraz częściej współpracują z doświadczonymi rzemieślnikami, specjalizującymi się w ręcznej oprawie menu. Ja, jako Mateusz Lewandowski, jestem już czwartym pokoleniem introligatorów w naszej rodzinie. Klientom zależy na współpracy z osobami, dla których introligatorstwo to połączenie tradycji, funkcjonalności i nowoczesnego designu kart menu tworzonych na zamówienie.

Czy ręczna oprawa nadal ma sens?

W dobie masowej produkcji – czy ręczna praca nadal się opłaca?

Zdecydowanie tak. Ręczna oprawa pozwala dopasować kartę menu do realnych warunków użytkowania. Inaczej projektuje się menu do fine diningu, inaczej do bistro czy hotelu. Liczy się nie tylko wygląd, ale ergonomia, możliwość wymiany wkładów i odporność materiałów.

Ręczne introligatorstwo daje efekt, którego nie da się w pełni odtworzyć przemysłowo. Detale, szycie, faktura materiału – to wszystko wpływa na odbiór marki. Gość może nie umieć tego nazwać, ale podświadomie to zauważa.

Czy można powiedzieć, że karta menu stała się narzędziem marketingowym?

Tak, i to bardzo ważnym. Dobrze zaprojektowane karty menu wzmacniają przekaz restauracji: luksus, rzemiosło, minimalizm, tradycję albo nowoczesność. Coraz częściej współpracujemy z projektantami wnętrz i grafikami, aby oprawa menu była spójna z całą koncepcją miejsca.

W tym kontekście praca introligatora przypomina dziś rolę projektanta produktu – tylko zakorzenioną w rzemiośle.

Tradycja i przyszłość

Co Twoim zdaniem buduje zaufanie do introligatora?

Doświadczenie i konsekwencja. To rzemiosło uczy pokory – każdy materiał zachowuje się inaczej. Przez lata pracy z oprawą książek, albumów i dokumentów zdobywa się wiedzę, którą dziś można wykorzystać przy projektowaniu kart menu dla restauracji.

Klienci coraz częściej szukają rozwiązań trwałych, estetycznych i spójnych z charakterem miejsca. Właśnie dlatego introligatorstwo, mimo upływu lat, wciąż znajduje nowe zastosowania w nowoczesnej gastronomii.

CZYTAJ  Wybór pościeli, a komfort snu — dlaczego to tak istotne?

Jak widzisz przyszłość tego zawodu?

Introligatorstwo nie zniknie, ale będzie coraz bardziej wyspecjalizowane. Masowa produkcja zostanie masowa, a rzemiosło będzie odpowiadać na potrzeby marek, które chcą się wyróżnić. Gastronomia, hotele, winiarnie – tam wciąż jest miejsce na jakość, trwałość i ręczną pracę.

Dziękujemy za rozmowę.

Introligatorstwo przeszło długą drogę – od oprawiania ksiąg w bibliotekach po tworzenie eleganckich kart menu dla restauracji. Choć zmieniły się potrzeby rynku, fundament pozostał ten sam: połączenie trwałości, estetyki i funkcjonalności. Współczesna karta menu to nie dodatek, lecz integralna część doświadczenia gościa. A rzemiosło, odpowiednio zaadaptowane, wciąż ma się bardzo dobrze.

Dodaj komentarz